Czego dziś się nauczyłeś? Jakie słówka poznałeś na lekcji? Co dziś robiliście na zajęciach? Myślę, że nie jestem jedynym rodzicem, który choć raz zadał to pytanie swojemu dziecku…
Oj… testowanie wiedzy naszych pociech i szukanie potwierdzenia, że nasze inwestycje w jego rozwój nie idą na marne jest… KUSZĄCE! Bardzo kuszące! Dowiedzieć się, że coś potrafi… To uczucie dumy i satysfakcji kiedy zabłyśnie wiedzą… I to rozczarowanie i frustracja, kiedy po raz kolejny słyszymy w odpowiedzi: “niczego”, nic”, “nie wiem”. Kto zna to uczucie? Ręka do góry!

JAK SPRAWDZIĆ POZIOM ZNAJOMOŚCI JĘZYKA U DZIECKA?

“Moje dziecko nic się nie nauczyło! Tyle pieniędzy wydaję na ten angielski, a ono nic nie umie!”.  Czy choć raz w życiu nie pojawiła ci się w głowie powyższa myśl?
Jeśli tak, oznacza to, że przeżywasz rozterki takie same jak 90% rodziców, a Twoje dziecko prawdopodobnie  uczy się we właściwym tempie. Dlaczego więc nie widzisz efektów? Może dlatego, że źle na nie patrzysz…
Ale zacznijmy od początku.

JAK DZIECI UCZĄ SIĘ JĘZYKA OBCEGO?

Pamiętaj! Dziecko uczy się inaczej niż dorosły.
 Pokolenie obecnych rodziców wychowało się w świecie, w którym język angielski był jedynie dostępy w postaci piosenek i zagłuszony w dubbingowanych filmach. Nie osłuchiwaliśmy się, nie jeździliśmy na zagraniczne wakacje, podręczniki skonstruowane były tak, żeby wszystko tłumaczyć na nasz język ojczysty. Wiedzę czerpaliśmy głównie ze słownika, w którym każdy wyrwany z kontekstu wyraz miał swój polski odpowiednik. Dlatego sami zaczęliśmy funkcjonować jako chodzące słowniki. Mówienie nie przychodziło nam naturalnie, ponieważ w naszej głowie działał wieczny tłumacz, mówiący „aha, po polsku to jest tak… po angielsku tłumacząc słowo po słowie wyjdzie nam siak…”, “ojej, nie znamy jednego słowa, no trudno.. to już lepiej w ogóle się nie odzywać”.
Obecne pokolenie dzieci uczy się poprzez immersję językową: oglądając anglojęzyczne bajki w internecie lub telewizji, przebywając na wakacjach, grając w gry czy śpiewając piosenki w przedszkolu. Angielski staje się wszechobecny i przestaje być OBCY. Języki obce już nie są takie “obce”:). Usłyszenie komentarza po angielsku nie napawa dzieci stresem, takim jaki my, rodzice odczuwaliśmy za młodu. Nowe pokolenie przyswaja go w sposób naturalny- tak jak uczyło się języka polskiego, ale w wolniejszym tempie (ze względu na niską intensyfikację kontaktu). Kilkakrotnie usłyszane słowo w różnych kontekstach, zapamiętuje się i utrwala, ale póki uczeń nie poczuje się z nim pewnie – będzie rozumiał, ale jeszcze go nie wypowie. Zapytane na wyrywki, poproszone o przetłumaczenie – nie będzie wiedziało co odpowiedzieć, co wcale nie oznacza, że się go nie nauczyło.
Ucząc się widzi obrazek kota i słyszy wielokrotnie słowo CAT – w różnych kontekstach… nikt nie tłumaczy, że kot to CAT. Same wyłapują to słowo z kontekstu, a mózg przypomina sobie sytuacje w których słyszał je wcześniej i próbuje dopasować do przedmiotów które widzi (np. w bajce, podręczniku czy grze). Za trzecim, czwartym czy piątym razem mózg dopasowuje w końcu słowo CAT do obrazu kota. I tak kolejne słowo się utrwala. Następnym razem kiedy nasza pociecha usłyszy „CAT”, przed oczami od razu pojawi mu się obraz kota i jego mózg pominie tłumaczenie. To nie będzie dla dziecka już KOT. Ta puszysta kulka z pazurami to będzie CAT. Dziecko pomyśli to po angielsku i odpowiednio sobie wizualizuje.Wadą takiej nauki jest nie wątpliwie dużo dłuższy czas przyswajania materiału w fazie początkowej i wolniejsza produkcja językowa (czyli mówienie).
Ogromną i niekwestionowaną przewaga jest natomiast to, że dziecko myśli po angielsku, w sposób automatyczny i naturalny reaguje na kontakt w języku obcym (a właściwie już nie obcy, a innym). Nie ma pojęcia czym jest „bariera językowa” i pewnie nigdy się nie dowie. Używa języka angielskiego na takim poziomie jaki zna, ponieważ służy mu on do KOMUNIKACJI. Nie czeka aż nauczy się „przetłumaczyć wszystkie słówka w zdaniu” zanim się odezwie – przez co nabiera płynności dużo szybciej.

JAK SPRAWDZIĆ CZY MOJE DZIECKO ZNA J.ANGIELSKI (lub dowolny inny język obcy)?

Dlatego właśnie dziecko poproszone rodzica o przetłumaczenie słowa KOT na angielski zrobi wielkie oczy i powie, że nie ma pojęcia…To samo dziecko poproszone: „show me the cat” – podbiegnie natychmiast i wskaże kota…
Dlatego:
DAJ CZAS – nie oczekuj od razu mówienia. Brak produkcji językowej (czyli mówienia), może nas martwić po 4-5 latach nauki, nie wcześniej.
NIE PROŚ O TŁUMACZENIE: Dowiedz się od lektora jaki materiał był przerabiany i zadawaj pytania, po których dziecko może wskazać dany przedmiot lub wykonać daną czynność. Dla przykładu:

Ćwiczymy słowo CAT:
1) pokaż dziecku różne obrazki i zapytaj: Where is the cat? (dziecko wskaże palcem)
2) weź 3 obrazki/maskotki – np. psa, kota, mysz i pokazując je po kolei pytaj: Is this a cat? (dziecko będzie kręciło głową na tak lub nie)
3) What does the cat say? Hau hau or miau miau? (dziecko odpowie miau miau)
4) Rozłóżmy na podłodze karty ze zwierzętami. Poprosmy dziecko: jump on a cat! (dziecko podbiegnie do obrazku kota i wskoczy na niego)
To oczywiscie tylko przykady.

ZAUFAJ LEKTOROWI – koszystając ze sprawdzonej szkoły językowej masz gwarancję, że Twoje dziecko robi postępy w swoim tempie. Przed lektorem czy grupą równieśniczą może czuć się pewniej językowo, co sprawia, że nauczyciel może mieć inne spojrzenie niż ty. Rozmawiaj z lektorem i mów o swoich rozterkach, pytaj o postępy. Współpraca z rodzicem zawsze wspomaga naukę.

 

Pamiętajmy jednak, że każde dziecko pragnie być docenione chwalmy za każdy mały sukces i pozwólmy mu zabłysnąć wiedzą, odpowiednio ją sprawdzając!